Br. Józef Burniak

brBurniakmlody Dnia 4 stycznia 2013 r. przypada 40 rocznica śmierci br. Józefa Burniaka, jednego z najbardziej charakterystycznych zakonników w historii alwernijskiego klasztoru. Br. Józef urodził się 5 sierpnia 1898 r. w rodzinie rolniczej, jako syn Wincentego i Eudoksji z d. Sawka w Złotnikach koło Podhajec w archidiecezji lwowskiej, gdzie na chrzcie świętym otrzymał imię Bartłomiej. Jako szesnastoletni młodzieniec w 1914 r., wraz z krewnymi opuścił rodzinne strony i za przysłowiowym chlebem udał się do Bośni. Osiedli tam w miejscowości Banja Luka, gdzie młody Bartłomiej ukończył naukę i zdobył dyplom kowala. Był również naocznym świadkiem walk narodowowyzwoleńczych Serbów w Bośni, których Banja Luka była swoistym centrum w latach 1915-1916. Rewolucja i walki bośniackich chłopów o swoje prawa odcisnęły swoiste piętno na psychice Bartłomieja, który nie potrafił znaleźć sobie miejsca w społeczeństwie.

Wreszcie jako już dojrzały mężczyzna poczuł powołanie do życia zakonnego i 25 sierpnia 1935 r. wstąpił do Prowincji św. Krzyża Braci Mniejszych w Sarajewie. Podczas obłóczyn zakonnych 30 sierpnia 1936 r. przyjął imię Józef, a śluby uroczyste złożył w przededniu wybuchu wojny 31 sierpnia 1939 r. już w innej prowincji. Ogólnie w latach 1935-1946 kilkukrotnie zmieniał prowincje zakonne, by nawet na krótki czas zamieszkać u Salezjanów w Prowincji Wiedeńskiej. Spowodowane było to jego trudnym charakterem, przez co uchodził za dziwaka niezdolnego do życia w klasztorze. Wobec czego przełożeni zakonni chętnie pozwolili mu na wyjazd z Jugosławii w 1946 r., kiedy to wraz z krewnymi podjął decyzję o powrocie do ojczyzny. Po powrocie do Polski starał się o przyjęcie do Reformatów i Franciszkanów, jednak dopiero warunkowo został przyjęty do Bernardynów przez ówczesnego prowincjała o. Bronisława Szepelaka. Tutaj również nie potrafił na dłużej pozostać w jednym miejscu i tak kolejno od 1948 r. mieszkał w klasztorach w Alwerni, gdzie pomagał urządzić nowicjat dla braci, w Kalwarii Zebrzydowskiej w latach 1948-1950, Tarnowie 1950-1955, Kole 1955, Stoczku Warmińskim 1955-1956, Łodzi 1956-1957, Kole 1957-1958.

Wreszcie we wrześniu 1958 r. ponownie trafił do Alwerni, gdzie jak czas pokazał pozostał aż do śmierci. Br. Józef zawsze wyróżniał się swoją oryginalnością, często swoim zachowaniem wychodząc poza standardy przyjęte w zakonie, czym sprawiał problemy przełożonym. Należał do grupy osób nie mogących zrozumieć i zaakceptować zmian zachodzących w Kościele po Soborze Watykańskim II, przez co dopuścił się czynu niegodnego zakonnikowi, 20 czerwca 1970 r. przygotowaną wcześniej siekierą porąbał ołtarz tzw. soborowy, a dokładniej uszkodził jego mensę. Czyn ten bardzo szybko urósł do miana wydarzenia legendarnego nie tylko w samej Alwerni, ale w całej okolicy, czyn który choć godny potępienia nie powinien rzutować na całokształt oceny osoby br. Józefa. Bowiem choć był zakonnikiem nieco uciążliwym dla otoczenia, posiadał wiele pozytywnych cech. W zakonie żył wedle benedyktyńskiej dewizy „ora et labora”, czyli módl się i pracuj, słynął z wielkiej pobożności, przy czym nigdy nie stronił od pracy, nawet tej najcięższej fizycznej. W samej tylko Alwerni prócz zwyczajowych prac na polu i w gospodarstwie klasztornym wykonywał remonty dachów, studni, czy też stolarki okiennej. Znał się na kowalstwie, ślusarce, stolarce i murarce, przez co póki sił mu wystarczało wyjeżdżał do innych klasztorów prowincji, aby również tam pomagać w remontach m.in.: w Warcie. W ostatnich latach życia choć zmagał się z astmą, chorobami serca i postępującą sklerozą nigdy swoich obowiązków nie zaniedbywał, a na wspólnotowe modlitwy do kaplicy domowej zawsze przychodził pierwszy. Tak było również 4 stycznia 1973 r., kiedy to po porannej modlitwie wspólnotowej, mszy świętej i śniadaniu, czytając Pismo Święte w swojej celi zmarł. Pogrzeb br. Józefa odbył się w Alwerni 6 stycznia 1973 r., mszy św. pogrzebowej przewodniczył i kazanie wygłosił urzędujący prowincjał o. Florentyn Piwosz. Po mszy św. odprowadzeniu zwłok do grobowca zakonnego przewodniczył o. Alfons Śmigiel, gwardian w Alwerni w latach 1963-1969.

Br. Józef Burniak przeżył niespełna 75 lat, z czego 38 lat w zakonie, a 15 w Alwerni, przez współbraci nazywany był żartobliwie „Tito”, mówił biegle polsku, rosyjsku, niemiecku i bośniacku. Wszystko to pozostawiło nam obraz zakonnika oryginalnego, ale też mocno kontrowersyjnego choćby ze względu na jego stosunek do zmian soborowych. W historii zakonu i klasztoru w Alwerni br. Józef zapisał się przede wszystkim jako osoba niezwykle pobożna i pracowita, jako zakonnik, który przeszedł przez życie z modlitwą i pracą.

brBurniak

Opracowanie: Dominik Knapik

Komentowanie jest wyłączone