Strzelanka

wiatrakRaz w roku, w Alwerni, w pierwszą niedzielę po Bożym Ciele, odbywa się odpust zwany STRZELANKĄ. Nazwa odpustu pochodzi od zwyczaju strzelania z moździerzy w czasie procesji po zakończeniu nabożenstwa. Strzelano aby oddać hołd ukrzyżowanemu Chrystusowi.

Tradycja ta wywodzi się od staropolskiego zwyczaju strzelania na cześć przybyłych gości koscielnych czy też dostojników państwowych, lub podczas pogrzebów.

W Alwerni nie przestrzegano regulaminu określającego ilość wystrzałów. Zależało to zapewne od ilości prochu i stanu samych moździerzy. Wystrzałami z moździerzy czy hałubic zajmowali się początkowo bracia zakonni z tutejszego klasztoru, a z czasem zajęli się tym strażacy. Strzelanie w czasie procesji było wielkim zaszczytem.

Na strzelankę przybywały tysiące pątników z okolicznych miejscowości, a także ze Śląska, Moraw, z Krakowa i innych stron Galicji. A wraz z nimi tłumy jałmużników, których cały szereg ciągnął się aż do klasztornej furty.

Tak jak i dziś, na odpust przybywali również kramarze. W przeddzień strzelanki, jak grzyby po deszczu, rosły stragany z najróżniejszymi łakociami, różańcami z ciasta, czasem z cukierkami i lizakami na patyku.

Tak jak i dziś, swoje kramy mieli tutaj również sprzedawcy kolorowych świecidełek, błyskotek i czerwonych korali, drewnianych koników, ptaszków z ruchomymi skrzydełkami, piszczałek i glinianych gwizdków, dziś niestety zastąpionych plastikowymi zabawkami. Tak jak i dziś, strzelanka stanowiła ogromną atrakcję dla dzieci. Mogły one pojeździć na karuzeli, wejść do kolejowego wagonu czy dosiąść drewnianego konika. A dla starszych – strzelnica, gdzie czasami udało się ustrzelić kwiatek dla ukochanej, lizaka bądź kogucika.

Jednak prym wiedli sprzedawcy ceramiki, wyrabianej u miejscowych garncarzy, i dewocjonaliów. Każdy mógł tutaj kupić obraz Pana Jezusa Miłosiernego Ecce Homo i wizerunek patronki flisaków Matki Boskiej Dzikowskiej.

Na strzelankę zjeżdżały również tabory kolorowych cygańskich wozów. Jak to Cyganie, nie cieszyli się zbyt dobrą opinią wśród miejscowej ludności, jednak byli niezastąpieni przy cynowaniu kotłów. I któż mógł lepiej wywróżyc przyszłość z kart, jak nie stara Cyganka? Dziś niestety, „prawdziwych Cyganów już nie ma.” Nie przyjeżdżają nawet na strzelankę.

Przez wiele lat zniechano tradycji strzelania podczas procesji. Stare moździerze wywieziono do Leżajska, gdzie wyeksponowane są w Muzeum Prowincji OO. Bernardynów. Nowe ufundowano dopiero w 2010 roku. W tym roku, w czasie Strzelanki 6 czerwca, wystrzałami z moździerzy zajmował się o. Leonard Hryniewski OFM. Podczas procesji oddano ok. 500 strzałów, do których zużyto 10 kg materiałów pirotechnicznych.

Dodaj komentarz